Ze studiów BA zostały dwie rzeczy. Jedna mnie zaskoczyła

Z rocznych studiów podyplomowych z analizy biznesowej zostały ze mną dwie rzeczy. Jedna była w programie. Druga — nie była, a okazała się ważniejsza.

Kiedy w 2023 roku zapisałem się na studia podyplomowe z analizy biznesowej IT na WSB Merito, miałem za sobą cztery lata prowadzenia własnego e-commerce — Growitbox. Wszedłem na te studia z konkretnym pytaniem: czy to, co robiłem przez lata jako właściciel, ma w ogóle nazwę i strukturę?

Bo prowadząc Growitbox, robiłem analizę procesów codziennie. Optymalizowałem konwersję, mapowałem łańcuch dostaw, definiowałem KPI dla zespołu, projektowałem obieg dokumentów. Tylko że robiłem to intuicyjnie — bez słownika, bez metodyki, bez świadomości, że istnieje cały świat ludzi, którzy nazywają to swoim zawodem.

Dziś, prawie dwa lata po obronie, mam już dystans, żeby zobaczyć, co naprawdę zostało z tych studiów w mojej codziennej pracy — a co było tylko ciekawostką do egzaminu.

BPMN, czyli moment, w którym proces przestał być abstrakcją

Pierwszym game changerem było poznanie BPMN — Business Process Model and Notation.

Brzmi technicznie. Dla osób spoza świata analizy biznesowej: BPMN to standardowy sposób rysowania procesów — z konkretnymi symbolami dla zdarzeń, zadań, decyzji, równoległych ścieżek. I dokładnie to, że jest to standard, było dla mnie objawieniem.

Przez lata w Growitbox „widziałem” procesy w głowie. Wiedziałem, jak idzie zamówienie od koszyka do wysyłki, gdzie są wąskie gardła, gdzie tracimy marżę. Ale to wszystko żyło w mojej głowie — albo w nieformalnych notatkach, których nikt poza mną nie rozumiał.

BPMN dał mi coś, czego brakowało: język, w którym proces można pokazać, przeanalizować i przekazać dalej. Można go wydrukować, położyć na stole i pokazać palcem: „tutaj mamy problem”. Można go pokazać biuru rachunkowemu, programiście, nowemu pracownikowi — i każdy widzi to samo.

Dziś w Rybka.it, gdzie odpowiadam za organizację procesów i finansów, BPMN jest moim podstawowym narzędziem diagnostycznym. Kiedy dostaję zadanie typu „uporządkuj obieg faktur”, pierwszą rzeczą, którą robię, jest narysowanie procesu „as is” — tak, jak wygląda dziś. Druga rzecz to narysowanie procesu „to be” — tak, jak powinien wyglądać. Różnica między tymi dwoma diagramami to dokładna lista rzeczy do zrobienia. Bez BPMN robiłbym to samo, ale wolniej i mniej precyzyjnie.

Drugie odkrycie: rozmowy o tym, gdzie idzie rynek IT

Drugą rzeczą, której się nie spodziewałem, były dyskusje o przyszłości rynku IT — w jakich kierunkach może się rozwijać, które obszary będą rosły szybciej niż inne, gdzie pojawią się nowe role.

Brzmi to jak temat na poranną kawę, nie na zajęcia. Ale z perspektywy czasu widzę, że te rozmowy były jednym z najcenniejszych elementów programu. Stawialiśmy tam hipotezy — i większość z nich się sprawdziła.

Mówiliśmy o rosnącej roli automatyzacji procesów biznesowych w sektorze MŚP. O tym, że analiza danych przestaje być kompetencją wyłącznie analityków, a staje się umiejętnością wymaganą od każdego, kto podejmuje decyzje operacyjne. O tym, że granica między „IT” a „biznesem” się zaciera — i że ludzie potrafiący stać po obu stronach tej granicy będą mieli przewagę.

Wartość tych rozmów polegała na tym, że one nauczyły mnie myśleć o IT nie jako o zamkniętej dziedzinie, do której się „wchodzi”, ale jako o zbiorze trendów, w które można świadomie się ustawić. To jest zupełnie inna perspektywa niż ta, którą miałem, kiedy zapisywałem się na studia.

Co z tego wynika

Wracając do hipotezy z początku: BPMN był w programie. To konkretna metodyka, której można było się nauczyć. Rozmowy o przyszłości IT — nie były. Były czymś, co działo się obok, w przerwach, na luźnych dyskusjach prowadzonych przez wykładowców-praktyków.

I z perspektywy dwóch lat widzę paradoks: BPMN dał mi narzędzie, którego używam codziennie. Ale to rozmowy o tym, gdzie idzie rynek IT, zmieniły coś bardziej fundamentalnego — pozwoliły mi przestać myśleć o własnej karierze jako o liście stanowisk, a zacząć myśleć o niej jako o świadomym ustawieniu się w trendach. To wpłynęło na decyzje, które dziś podejmuję. BPMN nie wpływa na decyzje — wpływa na to, jak je realizuję.

Jeśli sam rozważasz studia podyplomowe z BA — kilka praktycznych wniosków z mojego doświadczenia.

  • Nie idziesz tam po wiedzę „od zera” — idziesz po słownik i strukturę. To, co robiłeś intuicyjnie, dostanie nazwę i metodykę. To więcej, niż się wydaje.
  • Najwięcej wynosi się nie z najbardziej technicznych przedmiotów, tylko z tych, które każą myśleć o branży jako całości. Strategiczna perspektywa bywa cenniejsza niż konkretne narzędzie.
  • Twoje doświadczenie właścicielskie nie jest balastem — jest przewagą. Patrzysz na procesy z perspektywy kogoś, kto za nie płacił. To diametralnie inna optyka niż perspektywa kogoś, kto je tylko opisuje.

Studia dały mi narzędzie i dały mi perspektywę. Po dwóch latach widzę, że perspektywa była ważniejsza — bo to ona zdecydowała, do czego to narzędzie wykorzystuję.

Udostępnij post:

Related Posts